poniedziałek, 7 kwietnia 2014

Toskania!

Wyruszamy ze Sieny.
 Mamy ze sobą pare stron wydrukowanych map. Naszym celem jest kilka malutkich historycznych miejscowości.
Nawigacja informuje nas o zygzakach przed nami. My gubimy się i wciąz przeprowadzamy selekcje jakie miejsca zobaczyć i w jakiej kolejności.
Zaczęliśmy od   MONTERIGGIONI 
W tej malutkiej miejscowości otoczonej murami obronnymi ( po których można się przespacerować kupując bilet) nie widać żywej duszy. Dochodzą nas dzwięki z kościoła, to muzyka. Nieśmiało zaglądam do niewielkiego kościółka i stwierdzam że to ostatnia rzecz jakiej bym się spodziawała. Czterech chłopaków w wieku 16-17 lat w budach DC kolorowych rurkach i szerokich bluzach ...  śpiewają piosenki religijne w akompaniamencie gitary. WTF? Gdzie zaparkowaliście BMXy?
Oni tak po prostu byli sobą...



Przemieszczamy się, świeci słońce, w radio Miley Cyrus rozdziera pysk, ale nawet to mi nie zespsuje humoru ;)
Przed nami kolejny cel!

Colle di Val d'Elsa 




Przekraczamy gruby mur długiego i wąskiego miasteczka.
Spacerujemy i po chwili orientujemy się że mówimy szeptem.
W taki klimat wprowadziło nas to miejsce... małe sklepiki, bary, zatrzymujemy się w jednym z nich na kawie.
Nie potrafie napisać nic konkretnego na temat tego miejsca, chociaż było tak ...wyjątkowe!


( Ubieram się na czarno bo jestem z nocnej straży ;) )



Słońce jest wysoko, mimo tego że mamy grudzień robi się naprawde bardzo ciepło!

Kierujemy się w stronę 
SAN GIMMILIANO 

Tu już niestety roi się od turystów, najprawdopodobniej dlatego że jesteśmy już nieopodal Florencji.
Są chińczycy z aparatami, są sklepiki z pamiątkami.
Jak na tak małą miejscowość, było  naprawde wiele insteresujących rzeczy do zobaczenia, wieże, muzea, świetnie zachowane zabytki architektoniczne.


Kolejna brama do przejścia i kolejna wieża do zdobycia.
Na szczęście tylko jedna, niestety ta najwyższa!



 
 Jedną z rzeczy która zapadła mi w pamięci były satelity na dachach domu. Niczym kameleony dopasowane były kolorystycznie do swojego "tła", tak by nie zakłócać krajobrazu.


Powyższe zdjęcie mogłoby zastąpić cały album zdjęć z Toskani!
Bardzo charakterystyczny kraojbraz.
Dojeżdzamy do Firenze. W malutkim hotelku uprzejmie wita nas sam właściciel.
Jestem bardzo miło zaskoczona wystrojem i wielkością pokoju, a przede wszystkim położeniem. Jesteśmy na samym brzegu centrum. czyli- optymalne położenie, z parkingiem i w dobrej cenie :) 
Wystarczyło przejść przez stacje kolejową i oto jesteśmy!

Otrzymaliśmy mape Firenze w hotelu, przydała się :) 
Nie jesteśmy pierwszy raz we Florencji, także wbrew pozorom mapa nie służy nam do zwiedzania- lecimy do najsłynniejszej w Firenze...ba! we Włoszech KANAPKOWNI :)


I oto...po kilkudziesięciu minutach w kolejce doczekaliśmy się 2 ogromnych kanapek z 2kieliszkami wina (naturalnie) CHIANTI!
Kanapka nie z bułką lecz z focaccia (ciasto do złudzenia przypominające ciasto jak na pizze, różnica to pochodzenie tego ciasta a przede wszystkim fakt, że foccacia może zawierać w swoim   cieście gotowanego ziemniaka)
Była to najlepsza kanapka (jakby to napisała na swoim blogu Dodzia) EVER!!! Mimo tonie byłam w stanie zjeść całej! 




 Wracamy do hotelu po auto, ponieważ mamy w planach kolacje z prawdziwego zdarzenia....

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz