środa, 9 kwietnia 2014

Borne Sulinowo

Miasto w województwie zachodniopomorskim.
Jakieś skojarzenia ?
Leży nieopodal mojej rodzinnej miejscowości, jednak nie dlatego postanowiłam o nim wspomnieć.

W latach 30 w okolicach Bornego zbudowano garnizon wojskowy, który w roku 1945 przejęła Armia Czerwona.  Do roku 1992 było wyłączone spod administracji polskiej! Ze względu na swoje położenie miejscowość ta pamięta wojny, przemarsze wojsk, próby zajęcia przez władców polskich, niemieckich i skandynawskich.  Przed II WŚ rząd III Rzeszy  wykupił część terenów w celu budowy bazy wojskowej i utworzenia poligonu. W latach 1934-37 utworzono Wał Pomorski, a w 36 zakończono budowę miasteczka militarnego dla szkoły altyrelli Wehrmachtu, którego otwarcia dokonał sam Hitler!
We wrześniu 1939-go roku zorganizowano tu obozy jenieckie, początkowo dulag a następnie Stalag dla szeregowców i podoficerów.  

Do dziś to miasteczko zachowało swój militarny charakter. 
Nie bez powodu to tutja odbywa się coroczny zlot militarny. W zeszłe lato (2013) mieliśmy okazje gościć na jubileuszowym
         X  MIEDZYNARODOWYM ZLOCIE POJAZDOW MILITARNYCH

Mój ojciec jest miłośnikiem wszystkiego co militarne, sam wychował się na "poligonach". 
Oprócz wiedzy którą przekazał mi tata, wielu rzeczy nauczyłam się przystępując do harcerstwa. 
Uważam że to cudowna przygoda i jednocześnie szkoła życia! Od zabaw survivalowych  po pojęcia "przyrzeczenie" , "prawa harcerskie" Ojczyzna.... harcerstwo uczyło nas odpowiedzialności, patriotyzmu, wystawiało nas na wiele prób, a  wszystko to  w gronie wspaniałych młodych ludzi! 
Dziś wolnego czasu nie spędzam ze śpiworem w lesie, ale wartości w sercu pozostały :) 
Dlatego bardzo ucieszyłam się na wieść że Zlot odbywa się w idealnym dla nas terminie!





Wypoczywające konie kawalerii :)

mmm....Grochówka 




Oto  "rusek" , który zabrał nas na niezapomnianą przejażdżkę tym kolosem. W prawym rogu bełkoczące  Panie "kasjerki". Były niesamowite !!

Na pokładzie znalazła się również para młoda, która zorganizowała sobie sesje zdjęciową podczas jazdy wozem.
Fotograf trochę musiał się nabiegać ;)

Oprócz dostępnych wszystkim pojazdom i licznym sklepikom w temacie, organizatorzy zapewnili pokazy kawalerii, musztry paradnej, pokazy możliwości sprzętu eksploatacyjnego , liczne parady i pokazy. 
Myślę że jeśli ktoś nawet w najmniejszym stopniu jest zainteresowany militariami czy historią, choć raz w swoim życiu musi odwiedzić Borne i przenieść się w czasie w masą pozytywnie zakręconych ludzi !




\

wtorek, 8 kwietnia 2014

Firenze, piove!

"Piove, madonna come piove, ma senti quando piove, senti come viene gu..."
Piosenka di Govanotti....przez ten deszcz chodziła mi po głowie!
Mieliśmy po południu wracać do domu, jednak nie byliśmy gotowi by rozstać się z Firenze!
Zapytaliśmy o dostępność pokoju na kolejną noc, był dostępny jeszcze większy :)
Jako że padało nie mieliśmy szans by spacerować, nie było też szans na muzea bo na szczęście i nieszczęście był to weekend gdy wszystkie te  miejsca były za darmo! Co oznaczało (przysięgam) kilometrowe kolejki...



Także tego..... OUTLET
Pojechaliśmy do outlet-u THE MALL gdzie znajdują się sklepy ekskluzywnych marek takich jak:


HOGAN, TOD'S, FAY, PRADA  odpadają bo mamy je pod domem, nie tracimy czasu.
W Armani Jeans nie było nic interesującego, ogólnie uważam ze linia armani jeans jest oklepana i nie różni się niczym od ubrań ze zwykłych sieciówek.
Roberto Cavalli-nie mój styl. 
Najbardziej podobał mi się YSL, Balenciaga i Burberry.
W Balneciaga ledwo się zmieściłam w klasyczne czarne spodnie (są bardzo sztywne), mimo to kupiłam je z nadzieją że....że nie wiem co! Wiecie jak to jest?
Sklep Burberry  był ogromny. Przystojni ochroniarze otworzyli przed nami drzwi! Sklep był  podzielony na 3 sale, każda reprezentowała inną linie. 
Burrberry: PRORSUM, LONDON, BRIT.
Spędziliśmy tam naprawdę wiele czasu.... niestety nie znaleźliśmy kilku rzeczy w odpowiednim rozmiarze, mimo to wyszliśmy ze sklepu z 3 bluzkami: męska-kolor błota, damskie: biała i w kolorze fuksji.
Ok..... basta!
Robimy się głodni, to co? Kanapkownia?
Tego dnia koleika była jeszcze większa.... 

To nie ja tak nakruszyłam! 



I tym razem kanapka nas nie zawiodła, wytaczając się z tej knajpki staramy się posuwistym krokiem poruszać do przodu.... objadłam się jak prosie!

 Kolejki do muzeum prawie jak w polskiej służbie zdrowia po prześwietlenie

Kolejnego dnia wyjeżdżamy. Ze smutkiem opuszczam to miejsce!
Hotel był rewelacyjny!
Przemieszczamy się autostradą w deszczu i w pośpiechu. 
Musiałam czym prędzej znaleźć się w pracy gdzie czekały mnie obowiązki do północy....


















Firenze, Fiorentina !

Kultura jedzenia...jak to rozumieć? Wystarczy kilka dni we włoskiej rodzinie.
PO PIERWSZE  - stałe pory posiłków.  PRZERWA OBIADOWA to moment w którym na ulicach można spotkać tylko obcokrajowca. Urzędnicy, pracownicy fizyczni, dzieci w szkołach- wszyscy przy stołach!
PO DRUGIE-rodzina. Jakże zorganizowana! Młodzi ludzie (w wieku produkcyjnym) zazwyczaj obiad jedzą u swoich rodziców czy teściów. Mamy i teściowe są zazwyczaj emerytkami , mają więc   najwięcej  czasu na przyrządzanie posiłków i wkładają w to całe  serce! Jest to idealne miejsce i moment by się spotkać, porozmawiać i przede wszystkim dobrze zjeść!
PO TRZECIE! Jako pierwsze danie- MAKARON (rzadziej w zastępstwie risotto) jako drugie MIĘSO lub ryby. Zaraz po tym owoce, i kawa- najlepiej w towarzystwie jakiegoś domowego ciasta typu crostata.
Nigdy w pośpiechu, nigdy z proszku/torebki! Zawsze musi być krzesło, stół, obrus, serwetka, sztućce, wszystko tak jak trzeba!  Dlatego we Włoszech 15minutowa przerwa na  kanapke, siku, papierosa-nie zdałaby egzamninu.
Przyznaje-ciężko było mi się przyzwyczaić. Jeśli nie zorganizujesz się z czymś do godziny 12 stoisz w miejscu do 16 a nawet 17! Po drugie w Polsce sklepy i urzędy  są otwarte w godzinach +- 9, 10-18, ludzie pracują na zmiany np 7-15, 15-22. We Włoszech 9-12.30 pausa pranzo i 16-20 ! Co oznacza że przez cały dzień nie możesz iść do lekarza, na zakupy, do banku ponieważ pracujecie w tych samych porach!
Mniej więcej przybliżyłam kulture jedzenia. Przyznaje że odkąd prowadzę  włoski regularny tryb życia- czyje się znacznie lepiej :)
Jesteśmy w Firenze. Rano zwiedziliśmy jej obrzeża, popołudnie spędziliśmy na najsłynniejszych placach. Wieczór-trzeba dobrze zjeść!
Niestety, chcąc spróbować prawdziwie toskańskiej kuchni należy oddalić się od centrum. Restauracje w samym sercu miasta nastawione są na turystów, jakość nie równa się cenie.
Bistecca alla Fiorentina! Typowe toskańskie danie! W dosłownym tłumaczeniu jest to pewne " cięcie mięsa cielęcego". Niestety mięso we Włoszech dzieli się zupełnie inaczej niż w Polsce, dlatego często nie mają one jednej wspólnej nazwy.
Mimo hotelu w centrum Florencji postanawiamy się oddalić o prawie 40km by zjeść w restauracji, w której nasi znajomi z Marche stołowali się  10 lat temu i powiedzieli, że TAKĄ FIORENTINĘ MOŻNA ZJEŚĆ TYLKO W JEDNYM MIEJSCU. Zakładając że to prawda owa trasa nie była nam straszna! Szybki prysznic i w drogę!!
Treściwe menu dobrze świadczy o restauracji. Gwarantuje to świeżość potraw i (jak się domyślam) kucharz musi się w nich specjalizować.
W zimowy świąteczny wieczór usiąść z lampką wina przy kominku to chyba marzenie każdego :) 
Przeglądam menu, ale jadąc tam już wiedziałam czego chce spróbować.

Gdy Oskar zaczął składać zamówienie : dla mnie Fiorentina
kelner na chwile zamarł i zapytał:.... ale zjecie to Państwo we dwoje?
Także mój pomysł zamówienia czegoś mniej "krwistego" i wsadzenie widelca w talerz Oskara by spróbować tej słynnej Fiorentiny- UPADŁ.
Wiedząc że to spory kawałek mięsa nie zamówiliśmy pierwszego dania,
jednak poprosiłam o fritture tzn warzywa w cieśnie smażone na głębokim oleju.
Przeważnie są to ziemniaki, cukinie, oliwki,  A TAM BYŁY KARCZOCHY! <3



 Dolce di casa...domowej roboty ciasto. Z chłodnym kremem i gorącą wyciekającą gruszkuą.

Do tej pory nie jadałam krwistego mięsa, lecz ten wieczór zmienił to raz na zawsze!
Mięso tak delikatne, że rozpływało się w ustach!
Jeśli ktoś skomentuje to " fuuuuuuuuu" zrozumiem ;) 
Jako że wypiliśmy trochę wina wracaliśmy do hotelu 40km/h.... 
mówiąc tylko: ale mi dobrze!








poniedziałek, 7 kwietnia 2014

Toskania!

Wyruszamy ze Sieny.
 Mamy ze sobą pare stron wydrukowanych map. Naszym celem jest kilka malutkich historycznych miejscowości.
Nawigacja informuje nas o zygzakach przed nami. My gubimy się i wciąz przeprowadzamy selekcje jakie miejsca zobaczyć i w jakiej kolejności.
Zaczęliśmy od   MONTERIGGIONI 
W tej malutkiej miejscowości otoczonej murami obronnymi ( po których można się przespacerować kupując bilet) nie widać żywej duszy. Dochodzą nas dzwięki z kościoła, to muzyka. Nieśmiało zaglądam do niewielkiego kościółka i stwierdzam że to ostatnia rzecz jakiej bym się spodziawała. Czterech chłopaków w wieku 16-17 lat w budach DC kolorowych rurkach i szerokich bluzach ...  śpiewają piosenki religijne w akompaniamencie gitary. WTF? Gdzie zaparkowaliście BMXy?
Oni tak po prostu byli sobą...



Przemieszczamy się, świeci słońce, w radio Miley Cyrus rozdziera pysk, ale nawet to mi nie zespsuje humoru ;)
Przed nami kolejny cel!

Colle di Val d'Elsa 




Przekraczamy gruby mur długiego i wąskiego miasteczka.
Spacerujemy i po chwili orientujemy się że mówimy szeptem.
W taki klimat wprowadziło nas to miejsce... małe sklepiki, bary, zatrzymujemy się w jednym z nich na kawie.
Nie potrafie napisać nic konkretnego na temat tego miejsca, chociaż było tak ...wyjątkowe!


( Ubieram się na czarno bo jestem z nocnej straży ;) )



Słońce jest wysoko, mimo tego że mamy grudzień robi się naprawde bardzo ciepło!

Kierujemy się w stronę 
SAN GIMMILIANO 

Tu już niestety roi się od turystów, najprawdopodobniej dlatego że jesteśmy już nieopodal Florencji.
Są chińczycy z aparatami, są sklepiki z pamiątkami.
Jak na tak małą miejscowość, było  naprawde wiele insteresujących rzeczy do zobaczenia, wieże, muzea, świetnie zachowane zabytki architektoniczne.


Kolejna brama do przejścia i kolejna wieża do zdobycia.
Na szczęście tylko jedna, niestety ta najwyższa!



 
 Jedną z rzeczy która zapadła mi w pamięci były satelity na dachach domu. Niczym kameleony dopasowane były kolorystycznie do swojego "tła", tak by nie zakłócać krajobrazu.


Powyższe zdjęcie mogłoby zastąpić cały album zdjęć z Toskani!
Bardzo charakterystyczny kraojbraz.
Dojeżdzamy do Firenze. W malutkim hotelku uprzejmie wita nas sam właściciel.
Jestem bardzo miło zaskoczona wystrojem i wielkością pokoju, a przede wszystkim położeniem. Jesteśmy na samym brzegu centrum. czyli- optymalne położenie, z parkingiem i w dobrej cenie :) 
Wystarczyło przejść przez stacje kolejową i oto jesteśmy!

Otrzymaliśmy mape Firenze w hotelu, przydała się :) 
Nie jesteśmy pierwszy raz we Florencji, także wbrew pozorom mapa nie służy nam do zwiedzania- lecimy do najsłynniejszej w Firenze...ba! we Włoszech KANAPKOWNI :)


I oto...po kilkudziesięciu minutach w kolejce doczekaliśmy się 2 ogromnych kanapek z 2kieliszkami wina (naturalnie) CHIANTI!
Kanapka nie z bułką lecz z focaccia (ciasto do złudzenia przypominające ciasto jak na pizze, różnica to pochodzenie tego ciasta a przede wszystkim fakt, że foccacia może zawierać w swoim   cieście gotowanego ziemniaka)
Była to najlepsza kanapka (jakby to napisała na swoim blogu Dodzia) EVER!!! Mimo tonie byłam w stanie zjeść całej! 




 Wracamy do hotelu po auto, ponieważ mamy w planach kolacje z prawdziwego zdarzenia....

środa, 2 kwietnia 2014

Siena

Zima, grudzień, święta... czas by odetchnąć. Zgodnie decydujemy, że nie zasypujemy  gratami-niespodziankami  choinki, kominka,"pod poduszki" czy czego tam. Najlepszy prezent jaki możemy sobie ofiarować -czas, nasz sam na sam i odrobina wolności! Kupiliśmy więc podręczny aparat fotograficzny (nasze telefony nie posiadają tak zaawansowanej technologii) zarezerwowałam hotele i w drogę! Tak, mieszkamy we Włoszech! Więc była to kwestia kilku godzin jazdy samochodem.
Wyruszyliśmy 27grudnia, skoro świt- w stronę Toskanii.

Oczywiście Oskar niebyłby sobą(!), gdyby nie zafundował po drodze atrakcji w postaci  kilku Outletów ( w promieniu 100km od naszego domu znamy każdy)
Przygoda zaczęła się więc od niesamowicie Luksusowego Outletu BRUNELLO CUCINELLI!

Brunello jest stylistą znanym  głównie jako producent luksusowej odzieży z kaszmiru.
Podobno osobiście dba o dobrobyt swoich owiec, które pasą się w Norwegii
Sweterki za ok 600-800 oczywiście ze zniżką -jako że znajdujemy się w sklepie przy fabryce ;)

Mimo niepogody udaje  nam się w szybkim czasie pokonać Marche i Umbrie, by wreszcie nasycić się Toskanią, zaczeliśmy od Sieny.
Siena. Auto zostawiamy  przed samym centrum historycznym , ku mojemu zdziwieniu nie ma problemu z parkingiem co więcej- jest bezpłatny . Kierujemy się w stronę  placu.  Staram się to poczuć....miasto słynące z Palio- czyli wyścigów konnych w centrum miasta! Jest to niesamowicie emocjonujące wydarzenie dla mieszkańców Sieny, gdyż w wyścigu biorą udział  pary reprezentujące poszczególne dzielnice w ich odwiecznych barwach! Ludzie posiadający mieszkania z widokiem na plac ubijają niezły interes na "wynajmowaniu miejsc widokowych" za (nawet) kilkaset euro.
 Dochodzimy do placu jednak zwiedzanie zaczynamy od odwiedzin w .... pizzeri  :) Ufając recenzjom zamieszczonym na tripadvisor rzucamy się na pizze!
Pysznie!
Brzuch pełen, tak więc zapachy z restauracji owijających plac już mnie nie rozpraszają.
Słońce uraczyło nas swoją obecnością, a rozstępujące się na chwilę chmury pozwoliły nam przez chwile podziwiać Siene z góry ....


Myśle że zdjęcia zastąpią jakikolwiek komentarz....

Koleine zdjęcie zrobione jest z okna butiku 
FALCONERI











Jest to (już) sieciówka znana głównie ze stylowych swetrów. Kiedys bardzo dobrych jakościowo, dziś już tylko dobrych, ale wciąż wartych swojej ceny.
Nasz wybór padł na BORDO-króla tej zimy...
Przy okazji przemiła ekspedientka poleciła nam dobrą restauracje na wieczór, taką "nieturystyczną".
Jedziemy odświeżyć się do hotelu. Muszę się pochwalić, że  udało mi się zabukować hotel *** za jedyne 50euro (para +śniadanie+parking) niedaleko od cedntrum.  Dla porównania napiszę, że hostele z łazienkami w pokojach kilkuosobowych to 20euro od osoby (bez sniadania i parkingu)
Hotel- LA COLONNA***
Po kąpieli  i krótkiej drzemce wyruszamy podziwiać Siene w światłach świątecznych lampek. 
Kolacje zjedliśmy w restauracji poleconej przez ekspedietkę z Falconeri .


Żałuje że po tak długim czasie zechciałam to opisać, bo już niestety nie pamiętam co miałam na talerzu.
Kuchnia Włoska....temat rzeka, który pozostawiam na inny raz. Teraz w skrócie:
Antipasto (danie przed pierwszym daniem....nazwijmy to PREdaniem ;) )
Z Antipasta przeszliśmy na drugie danie (bez nawijania makaronu)
Domyślam się jak wiele osób ma odruchy wymiotne na myśl o ociekającym, krwistym mięsie...
dlatego napiszę tylko że było pyszne....choć..... powinno być cieplejsze! 
Ten kawałęk mięsa to tzw "bistecca", przyrządzona na grillu.




Grappa... tzw "amaro" idealna na trawienie po obfitym posiłku. Na zdjęciu domowej roboty w wersji miętowej.


Dolce..... nie zdąrzyłam zrobić zdjęcia.




Rozpieszczeni przez kucharza udajemy się w bardzo długi wieczorny spacer po uroczych uliczkach Sieny. Nie jesteśmy turystami :obskoczyć muzea, zaliczyć miejsca. Robimy to na co mamy ochote, bez ciśnienia na zdjęcia, bez ciśnienia na obowiązkowe podtrzymywania wieży w Pizie....spacerujemy i jemy, od tak po prostu :)
Siena użekła mnie swoją "skromnością". Nie czułam się tam jak turystka wśród turystów, wrecz przeciwnie.
Udajemy się do hotelu, jutro czeka nas dzień pełen wrażeń